Sezonik 2009:)

Forum o tematyce wędkarskiej. Relacje z ostnich połowów na Białej Przemszy.
Awatar użytkownika
drazewski
Posty: 168
Rejestracja: 01 sty 1970, 0:00
Lokalizacja: Żory

O:Sezonik 2009:)

Postautor: drazewski » 13 lip 2009, 21:45

Na BP też chyba nie jest teraz tak źle z presją. Mój kołowrotek leżał dwa tygodnie na środku \"deptaku\" nad rzeką i czekał na mnie :)

Awatar użytkownika
jaro
Posty: 1
Rejestracja: 01 sty 1970, 0:00
Lokalizacja: Olkusz
Kontaktowanie:

O:Sezonik 2009:)

Postautor: jaro » 16 lip 2009, 20:29

Hej!
Warunki na Wieprzu nie ukrywam, są ciężkie. Upał, kajaki w ciągu dnia jak i późnym popołudniem. łowie trzy godz. dziennie wieczorkiem .efekty; nie liczę mnóstwa potoków króciaków.Na razie mam trzy fajne lipaski po 36centów każdy.Natomiast dzisiaj popołudniu omal nie zesrałem się ze strachu stojąc w krzokach nad brzegiem i pryskając się offem na komary. w jednej chwili potok potwór przewalił sie z taką mocą, że nogi mi sie ugięły. Dobra sześćdziesiątka. i miałem juz po łowieniu. Łapki moje trzęsły się strasznie.to tyle na razie...

Edytowany przez: krzysiekjarosz, w: 2009/07/16 22:31
Pozdrawiam Krzysiek

Awatar użytkownika
marcin
Posty: 0
Rejestracja: 01 sty 1970, 0:00

O:Sezonik 2009:)

Postautor: marcin » 16 lip 2009, 20:42

Ja na Wieprzu już sie chyba przyzwyczaiłem że łowię tylko króciaki a większe tylko oglądam albo spinam :blink:

Awatar użytkownika
marcin
Posty: 0
Rejestracja: 01 sty 1970, 0:00

O:Sezonik 2009:)

Postautor: marcin » 16 lip 2009, 20:43

Na jakim odcinku łowisz? okolice Zwierzyńca ?

Awatar użytkownika
jaro
Posty: 1
Rejestracja: 01 sty 1970, 0:00
Lokalizacja: Olkusz
Kontaktowanie:

O:Sezonik 2009:)

Postautor: jaro » 17 lip 2009, 20:03

[b]Marcin napisał:[/b]
[quote]Na jakim odcinku łowisz? okolice Zwierzyńca ?[/quote]

tak okolice Zwierzyńca
p.s.dzisiaj jak zwykle z 5 szt takich pod wymiar na streamera. Jutro za lipasami odpuszczam pstrągom :)
Pozdrawiam Krzysiek

irek
Posty: 0
Rejestracja: 01 sty 1970, 0:00

O:Sezonik 2009:)

Postautor: irek » 18 lip 2009, 13:56

walcz Krzychu walcz! może na POR zobaczysz.. ?
Ja jutro Dunajec jak błoto nie popłynie
pozdrawiam.

Awatar użytkownika
grzegorz pientek pietka
Posty: 180
Rejestracja: 01 sty 1970, 0:00
Lokalizacja: Sławków

O:Sezonik 2009:)

Postautor: grzegorz pientek pietka » 20 lip 2009, 19:30

Ja nieśmiało donoszę że ostatnimi czasy jak to kolega napisał łupałem na Łupawie. Łupałem trzy razy, tylko na wysokości łowiska koła trzy rzeki.

Pierwsze dwa razy łowiłem 30tki i 40tki się trafiały. Ale zepsuty jestem i nie cierpliwy, mało mi było po te kilka przyzwoitych ryb, to że i 50tke na kiju miałem... mało... Po za tym ryby ćwiczone, strimerem nie targają w kija wcale nie kopią, tylko akcenty, no nic frycowe trzeba zapłacić. Ale przecież z os`a muszę więcej wycisnąć ;), pierwsze dwa razy przekombinowałem zamiast po prostu ryby łowić to do wieczora nie dociągnąłem, a może po prostu nie brały, kto to teraz rozsądzi. A to kontemplacja i bieganie po brzegu co by się napatrzeć, to z Arturem pogadać, to ze Zbyszkiem Buśkiewiczem przegadałem jak to se chopaki takie łowisko zmontowali. Mało czasu na łowienie.
Trzeci raz już normalnie, będę łapał... i łapałem. Muchy tak jak miejscowi jeszcze przed wyjazdem zapowiadali, ciemne, to nakręciłem za w czasu w Łebie ( teraz szczerość - jak ja tego kręcenia nie lubię, zdecydowanie wolę pudełka iRKA i Krzysia ) a nie jakieś tam południowe larwy i tyle.

Zacząłem na ujściu z hodowli w pierwszym rzucie 40tka i z tego samego miejsca w kilku następnych podaniach nimfy 3 lub 4 następne nie wiele mniejsze. Przecież nie będę tam stał. Kilka pstrągów tam za pierwszym razem złowiłem. Za drugim razaem od kilku szt. w tym miejscu zaczął zapoznany wędkzrz. Nic tam po mnie. Lampa, zacząłem relaks z lipieniami. Najpierw poniżej mostu jak się rozlewa. Miały być lipieni i owszem były ale najpierw trzy pstrągi które znaczyły swoją obecność zbierając ostatnie majówki. Egzekucja, nimfa, zawijaniec wychodzący, buuuu, wiecie o co chodzi ;) wiszą :). Jeden z nich 40tak z tych takih czarnogrzbietowców lokalnych z przecudnymi wielkimi czerwonymi kropami w jeszcze większych obwódkach. Ech nigdzie nie widziałem tak pięknie wymalowanych kropków. Przechodzę na drugą stronę tego miejsca tak jak gruby tamtejszy piach się odkłada i mam pierwsze lipienie, normalnie na flaka bo nurt równy bez pocenia się jak poprzednimi razy bez łowiemiem z pod kija. Jak się później okazało tak trzeba lub nawet wio nimfy do góry i hej sznur wybierać, lub zawijać z kontrolą. Te lipienie ponad 35cm dwa lub trzy już nie powiem. Później już jak się okazało były wstępem do przerzucenia sporej ilości lipków i lipasków +/- 30 bym nie policzył. Zmieniło się tylko miejsce. Łowiłem w górze powyżej hodowli, powyżej dopływów. Czysty relaks brodząc za lipasami między ziołami. Dwie 40tki żeby nie było że nie ma, i mnie się zameldowały. To wszystko w ponad 30st. upale przed burzą. Ale brodzi się, mikroklimacik jest aż łupie w kościach. Bo Łupawa zimna jest i chyba bardziej górska od nie jednej górskiej południowej. Sceneria że lala. Głazy potopione i wielkie kamiory, kamienie na dnie i żwir w najrozmaitszej frakcji się odkłada w zależności od strumienia.
Wystarczy trzeba wracać. Zupa w powietrzu wisi przed burzą chyba i tym razem nie wytrzymam do końca. Dopijam 2gą 1,5litrówkę mineralnej. Dochodzę do domku. Spotykam Zbyszka. Chwila rozmowy. Łowił na dole w lesie, też pochytał lipasków. Oddaję mu już licencje żegnam się, deklarując chęć powrotu na jesienne lipasy lub jeszcze lepiej na czerwcową majówkę. Wydaje mi się że mam jeszcze prawie godzinę na głęboką, wolną prostkę do zrzutu ze stawów, gdzie już wiem że mieszkają ćwiczone kropki.
Tak mi się tylko wydawało. Burza miała przyjść wcześniej.
Ten czas był zaczarowany. Ile może przeżyć wędkarskiej radości w dwadzieścia minut. No właśnie te 20 minut może 25 to esencja to koncentrat wędkarskich wrażeń i emocji. Bo ileż razy można podać strimera w tym czasie. Ile??? nie wiem ale wiem że tylekroć można zanotować kontakt z pstrągiem. Są wszędzie. Łowię jednego, uwalniam, następny i jeszcze jeden, branie ale pusto. No nic łowię na wywijańca, rzucam świadomie pod drugi brzeg na pływającej lince zatapiam strimera i wychodzi więc i ryby mają prawo się nie zapinać... ale biorą! , a wiem że cwane i ćwiczone, Ani mi w głowie kombinowanie. Łowię dalej nic że poniżej 40tki ale i 40ch się melduje, odrazu zmiana jakości na kiju. Do łapy, do wody. Dalej jak poprzednio. Zrywam marabuta ze złotą główką. Jestem w połowie odcinka, Zakładam z oczojebistym dabingiem na główce, rzut pod przeciwległy brzeg. Ciemno i strasznie, pierwsze grube krople czuję na ramionach, pierwszy przeszywający grzmot. Strimer właśnie wychodzi do góry. Wisi. Na tempo, duży flak. Węda wygięta, ryba zjeżdża mi swym ciężarem na mój brzeg. Kntruje podciągam do góry w pół wody. Widzę, największy z dzisiejszych, dobra pięćdziesiątka, z daleka widać ten gruby wzór na boku, ale zakończenie myślę, nie głośno mówię, pięknie po prostu wooł, . Luz... ściągam luźną linkę, nie ma strimera. Następny grzmot, coraz ciemniej, duże pojedyncze krople stukają mi po ramionach.

Za kilka minut już z samochodu dzwonię do Zbyszka , wycieraczki już pracują na maksa. Jest 21:14.
- Zbyszek, nie uwierzysz co się stało przez ostatnie 20 minut...

Gwałtowna burza trwała przez całą drogę powrotną, 50km skrajem frontu. Po lewej słońce po prawej regularna zlewnia i grzmoty.


Wróć do „Nasze połowy”




  Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron